"Ty też mógłbyś znaleźć się w Auschwitz..."

Archiwum autora

Heinrich podniósł prawą pięść na wysokość oczu i otworzył. Na zewnętrznej stronie dłoni, na skórze między palcami, odsłoniły się wytatuowane litery. M, E, H, T. „Jak czterech ewangelistów” – pomyślał. Meine Ehre heißt Treue. Ewangeliści nowego Pisma. Nowy porządek wymaga nowej Wiary. „Naszym hasłem wierność”. Zacisnął pięść i litery zniknęły. (...) „Tak trzeba – powtarza A.H. – dopóki nie urośniemy w siłę. Wtedy nie dadzą nam rady. Nie możemy powtórzyć błędu poprzedników”. (...) Patrząc w lustro, wyobraził sobie poprzedniego właściciela pasa, jak, ubrany w zielony mundur SS, pierwszy raz ogląda lustrzane odbicie metalowej klamry, sylabizuje okalające swastykę słowa „Moim hasłem wierność”. Nie ślubował wierności słabemu Bogu, który pozwolił się ukrzyżować Żydom.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

Zaraz potem A.H. dodał: „Musimy być podobni do Waltera Hessa” i na te słowa każdy nadstawił uszu. „Walter Hess – przypomniał A.H. – nie zawahał się wyciąć ropiejącego wrzodu. Z miłości do ojczyzny, rasy i Führera wydał własnego ojca. Stał się wzorem dla milionów niemieckich chłopców w Hitlerjugend. To może być wasz sąsiad, nauczyciel, może nawet krewny – mówił A.H. – Nie wolno wam się zawahać”.


Źródło: Muzeum Auschwitz-Birkenau

– Ahmadineżad neguje, że w Auschwitz mordowano Żydów. – A.H. bez żadnych wstępów zmienił temat. Mówił wolno, nie gestykulując. – Dupek twierdzi, że to „fizycznie niemożliwe”. „W Auschwitz nawet nie było komór gazowych”, wymądrza się David Irving, ten brytyjski historyk od siedmiu boleści. Widzisz, Heinrich, oni wcale nie są lepsi od Żydów, którzy na prawo i lewo trąbią o Holokauście, przy okazji robiąc na tym kokosowe interesy. Ahmadineżad i Irving są nawet gorsi, bo podają w wątpliwość intencje Niemców. Dowodzą, że Holokaust wcale się nie wydarzył. To tak, jakby prawdziwemu Niemcowi rzucić w twarz, że sprzeniewierzył się własnej ideologii, nie wykonał zleconego mu przez Historię zadania.


Źródło: fragment okładki zaprojektowanej przez Mariusza Filipowicza

A.H. powiedział także: Czystość, to od niej zależy przyszłość świata. Hitler to rozumiał. Z czasem w jego wizję uwierzyły miliony. Każdy trzeźwo myślący człowiek wie, że choroba jest zaraźliwa. Chorych trzeba oddzielić od zdrowych. Hitler podjął się tego wielkiego planu. Kretyni, karły, Żydzi, degeneraci: wyeliminować ich, to naprawić błąd natury. (...) Nikt nie ma wpływu na to, gdzie i pod jaką gwiazdą się urodzi. Możesz przyjść na świat w kolonii trędowatych. Albo w rodzinie żydowskiej. Ale jeśli miałeś szczęście urodzić się po właściwej stronie, stoisz przed obowiązkiem dokonania wyboru. Czy chcesz być śmieciem czy człowiekiem. Szczurem czy wilkiem. Nie ma innej drogi. Od tego obowiązku nic nie zwalnia”.





Źródło: Muzeum Auschwitz-Birkenau

Auschwitz pękało w szwach, zapychały się piece, kruszyły kominy. Fabrykę pod nazwą Auschwitz należało rozbudować. Naród niemiecki poszerzał swą przestrzeń życiową poprzez podbój kolejnych krajów, obywateli tych krajów posyłając do Auschwitz, by poszerzali przestrzeń obozu, tym samym podnosząc wydajność fabryki śmierci. Perpetuum mobile, jakiego świat jeszcze nie widział. (...) Dzień w dzień głodowe porcje: miska brukwiowej zupy, lurowata zbożowa kawa i ćwiartka czarnego, gliniastego chleba. W myśl obozowej statystyki więzień w takich warunkach dożywał trzech miesięcy. Szedł do pieca, a tymczasem z bydlęcych wagonów już wysypywali się aryjscy i niearyjscy Włosi, Grecy, Polacy, Węgrzy, Czesi, Słowacy, Francuzi, nawet Niemcy, z których bez trudu dawało się wybrać świeżą siłę roboczą.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

„Zupełnie jakby Auschwitz i Birkenau były dla Żydów pępkiem świata” – myślał Żyd David Kovacs, kapo sonderkommanda obsługującego krematorium numer cztery. Pojedynczo i całymi rodzinami przybywali z Francji, Belgii, Holandii, Niemiec, Polski, Grecji, Włoch, Słowacji, Czech, Węgier. Żydzi z Zachodu byli bardziej wyczekiwani. Tak, Francja, Belgia, Holandia, Grecja, Włochy przysyłały dobre transporty. Odżywieni, obrośli w tłuszcz, dobrze się palili. Należało tylko pamiętać, by układać ich na przemian – wysocy z niskimi, grubi obok szczupłych. Przy Żydach z Europy Środkowej było więcej pracy.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

Tłum płynął przed siebie dwoma rwącymi potokami, zwalone wzdłuż torów walizki, pakunki i tobołki wznosiły się niemal na wysokość wagonów. Z przodu rampy doktor Mengele z pomocą podoficerów sanitarnych dokonywał cudu rozmnożenia: potok mężczyzn rozdzielał się teraz na dwie odnogi, potok kobiet również popłynie dwoma korytami. Zdatni do pracy odbędą wędrówkę do sauny, pozostali pomaszerują do jednego z czterech krematoriów.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

Posuwamy się teraz krok po kroku, a jednak niemal nieprzerwanie. Ktoś tam, przed nami, sprawnie kieruje tą ludzką masą. Wreszcie widzę: szykowne zielone mundury, oficerskie insygnia, błyszczące oficerki, pięknie ogolone twarze, na głowach czapki z trupią czaszką. Ruchem ręki jakby wybijają rytm i na ten znak oba spowolnione teraz potoki posłusznie wyrzucają z siebie ludzi jak ryby złowione na wędki – jednych na lewo, innych na prawo.


Źródło: Muzeum Auschwitz-Birkenau

Daniel kuśtykał, oszczędzał krótszą nogę. Zostaliśmy obaj nieco w tyle. Kroczący obok esesman spojrzał ostro raz i drugi; zorientował się w sytuacji i przestał patrzeć podejrzliwie. Mając nad sobą pogodne majowe niebo, choć, wielka szkoda, zasnute dymem z cegielni, mijaliśmy długie, zamaskowane kocami ogrodzenie. Wtem silny podmuch wiatru na moment rozchylił zasłonę. Ile mogło to trwać? Sekundę, dwie? Przez ten czas zobaczyłem dosyć. Daniel niczego nie spostrzegł, został mu oszczędzony widok nagich ciał wystających z dołu. Esesman w dwóch skokach był przy mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Żaden z nas nie wypowiedział ani słowa. Otoczyłem Daniela ramieniem i, niezatrzymywani, poszliśmy dalej.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

Zjawił się oficer z aparatem fotograficznym. Chodził od grupki do grupki, życzliwie zagadywał i robił zdjęcia. Rabini, dzieci, starcy, kaleki, żydowskie matrony w perukach i szykowne damy ubrane wedle najnowszej paryskiej mody – wszyscy interesowali go w jednakowym stopniu, jakby postanowił uwiecznić na błonie fotograficznej cały dzisiejszy transport. Młoda kobieta poprosiła, czy mógłby załatwić choć kubek gotowanego mleka. Miała w koszyczku butelkę ze smoczkiem, mąż trzymał na ręku niemowlę. Z domu zabrali budzik, żeby przypominał o porze karmienia. Budzik dzwonił regularnie, ale mleko dawno się skończyło. Niemiec smutno potrząsnął głową, pstryknął zdjęcie i poszedł dalej.


Źródło: United States Holocaust Memorial Museum

Wchodzę z Danielem do rozbieralni. Kiedy ostatni Żyd z pociągu przekracza próg łaźni, zamykają się ciężkie drzwi. Chciałbym móc o tym kiedyś napisać. Wiem, że to niemożliwe. Ale moja historia, historia Daniela, nie jest jedyna, ktoś kiedyś na pewno o tym opowie.


SZCZURY I WILKI

Wydawnictwo
Nasza Księgarnia,
Warszawa 2009


Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat