Grzegorz Gortat

Robinson i wybory miłości

Mój poczciwy Robinson przywołał mnie tuż po zachodzie słońca, kiedy szykowałem się już do spoczynku. Kazał mi siadać pod palmą, sam stanął trzy kroki ode mnie i przybrał tę niebezpieczną pozę, która w jego przypadku zwiastuje zapał kaznodziejski albo nadmierną ruchliwość zamieszkałego we wnętrznościach robaka, który razem z nim pałaszuje śniadania, obiady i kolacje. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i zdrowe podstawy ekonomii

Mój poczciwy Robinson od rana krążył po plaży, mocząc stopy w wodzie, nieosłoniętą głowę niefrasobliwie wystawiając na słońce. Znak, że dojrzewa w nim kolejny z jego pomysłów, przed którymi ludzkość, może wyjąwszy Hiszpanów i innych papistów, należałoby pilnie chronić. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i teoria względności

Mój poczciwy Robinson w przypływie dobrego humoru uznał, że czas najwyższy zadbać o mą edukację. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i małżeńska asymetria

Mój poczciwy Robinson przyłapał mnie na tym, że ze skupioną miną rysuję patykiem po piasku. Źle widać odczytał mój stan ducha, bo poklepawszy mnie po ramieniu, zapytał:
- Tęsknisz za swoimi?
- Nieszczególnie – odparłem i stopą starłem rysunek, w którym nawet ja z trudem bym rozpoznał kształtne ciało Minooto. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i kolaboracja z wrogiem

Mój poczciwy Robinson z pierwszym brzaskiem dnia wyruszył w głąb wyspy, skuszony obietnicą łatwych łowów. Nie wiedzieć czemu ubzdurał sobie, że w gęstym lesie, który dotąd omijaliśmy szerokim łukiem, tłustsze rodzą się kozy i cięższe kapłony, tylko czekające, by je pochwycić i upiec nad ogniem. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i szczęście wieczne

Mój poczciwy Robinson już od wschodu słońca dziwnie na mnie popatrywał. Szczęśliwie w porze obiadu zaszył się w chacie. Długo nie wychodził i miałem już nadzieję, że nażłopał się palmowego wina i twardo zasnął, a po przebudzeniu zapomni o wszelkich fanaberiach. Wynurzył się wszakże. Przywdział na nagie ciało to samo białe prześcieradło, w którym przed miesiącem, dotknięty niestrawnością i nostalgią za ojczystym Yorkiem, położył się do łóżka i uparł się umierać. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i metafizyka snów

Mój poczciwy Robinson wyrwał mnie ze snu przeraźliwym krzykiem. Wybiegłem z chaty, nie wiedząc, czy ziemia się zatrzęsła, czy dzicy Salamakowie nocą przybili do brzegu. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i wolność wyboru

Mój poczciwy Robinson musiał wstać pierwszy, bo kiedym się przebudził, czekał już na mnie, by zapytać:
- Jakże ci się spało?
Od razu jasnym mi się wydało, że za pytaniem kryje się więcej niż troska o gnaty Piętaszka. Odparłem, skrywając podejrzliwość:
- Nienajgorzej. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i cywilizacyjna przepaść

Mój poczciwy Robinson nie mógł się nadziwić, że od rana milczę i na żadne pytania nie odpowiadam. Przerwałem milczenie dopiero po zachodzie słońca.
- Głód cię przygnał? – syknął, kiedy dosiadłem się do ogniska i wreszcie się odezwałem.
Odkroiłem płat koziny i żując, rzekłem:
- Musisz wiedzieć, że przyrzekłem sobie ślubem milczenia uczcić każdą rocznicę śmierci mego nieszczęsnego ojca.
- Na co mu się zmarło?
- Rzec można, że z gorąca. Skończył w kotle Salamaków. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i arytmetyka wiary

Mój poczciwy Robinson podkradł się i zdzielił mnie kijem przez nieosłonięte plecy.
- Za co, panie?
- W imię chrześcijańskiej miłości! (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i literatura

Mój poczciwy Robinson przy pełni księżyca do cna się przemienił.
- Cóż się dzieje, panie? – odważyłem się spytać, gdy tak zmienionym go zastałem.
- Literatura, mój durny Piętaszku. Literackie powołanie jak raz upomniało się o twojego pana. (...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i wybory

Mój poczciwy Robinson w świetle ogniska oprawiał nożem kozią skórę i zerkał na mnie spode łba. Kozie kłaki fruwały na wszystkie strony, mewy krążyły wypatrując ochłapów, a Robinson machał ostrzem, że strach mnie zdjął, iż zrobi sobie krzywdę(...) >>


Grzegorz Gortat

Robinson i sława

Mój poczciwy Robinson z samego rana ubrał się odświętnie i wdrapawszy się na palmę, powrósłem przywiązał się do pnia. Godziny mijały, a on ani myślał schodzić. Z początku sądziłem, że wypatruje, czy od strony morza nie nadciąga jakowy ratunek. Zapewne, uznałem, wczorajsze wino za cienkie było i nostalgia za ojczystym domem znów biedaka dopadła(...) >>





Copyright © 2009 Elżbieta Gortat
Contents copyright © 2009 Grzegorz Gortat